Jerzy Tychanicz - Archiwum
Z TAŃCEM - RADOŚNIEJ W ŻYCIE
W Rzeszowie przy Placu Wolności powstała pierwsza Szkoła Tańca i Form Towarzyskich, której dyrektorem jest pan Jerzy Tychanicz. Jest to jedyna profesjonalna placówka taneczna w mieście. Jedno ze statutowych założeń szkoły to popularyzacja tańca w środowisku młodzieży. Niemniej jednak każdy miłośnik tańca znajdzie w niej odpowiednie miejsce dla siebie. Szkoła prowadzi różne formy działalności, począwszy od nauki pierwszych kroków na parkiecie, do szkolenia tych, którzy z tańcem radzą sobie prawie doskonale.
(pz)
Głos Rzeszowa XII 1995r.
Nowiny
31 stycznia - 2 lutego 1997 r.
Wodzirejem zostałem przez przypadek - mówi pan Jerzy Tychanicz z Rzeszowa
Ostatni, co tak poloneza wodzi
20 lat temu organizowaliśmy Sylwestra w dużej grupie przyjaciół - wodniaków. Byliśmy z sobą zżyci i dla żartów zacząłem prowadzić zabawę, naśladując postać znaną mi bardziej z literatury niż z życia. Zyskałem niesamowity aplauz, a później pocztą pantoflową rozniosła się wiadomość o fajnej zabawie. Zaczęto proponować mi prowadzenie wieczorków i balów. A ja musiałem przemyśleć wszystko od początku. Po pierwsze:
Kim był wodzirej ?
Postać wywodzi się u nas z tradycji drobnoszlacheckiej, kie-dy to wielodniowe zabawy po-łączone były z kuligami i objeżdżaniem dworów. Wodzirej wyłania! się samozwańczo: ktoś przecież musiał ustawiać pary do dwóch najważniejszych tańców -poloneza i mazura. Szlachta była bardzo wrażliwa na punkcie hierarchii, tym wrażliwsza im biedniejsza. Po 1863 r. szlachta wyprzedawała zadłużone majątki i przenosiła się do miast. A tam prowadzono „domy otwarte", w których zaczął królować walc. Na pograniczu kultury szlacheckiej i mieszczańskiej funkcja wodzireja stała się profesją. Zabawa była wydarzeniem kulturalnym, a wodzirej nadawał jej kształt choreograficzny. Moim nauczycielem był ostatni wodzirej II Rzeczypospolitej -znany, lubiany i podziwiany w Krakowie profesor Marian Wieczysty. Przyjaciel Stefana Otwinowskiego i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który w „Zaczarowanej dorożce" pisał o „nocnych tańcach Wieczystego". Profesor był synem lwowskiego murarza. Ożenił się z austriacką grafinią i wraz z nią prowadził prestiżową szkołę tańca w tym mieście. Już w wieku lat 20 cieszy! się poważaniem wśród organizatorów balów ziemiańskich, oficerskich, kupieckich czy „obywatelskich". Ceniono jego nieprzeciętną wrażliwość muzyczną, elegancję ruchów i wyobraźnię z którą komponował całą zabawę, dyskretnie sterując nastrojami tańczących tłumów. Robi! to w sposób tak naturalny, że trafiał do każdego! Po wojnie osiadł w Krakowie i po cichu - w prywatnych mieszkaniach udziela! lekcji eleganckiego tańca, określanego wtedy jako „element zgniłej kul-tury kapitalistycznej". Często spowiadano go z tej „kreciej roboty" w Urzędzie Bezpieczeństwa. Po październikowym przełomie mógł już bez skrępowania prowadzić Klub Taneczny w Krakowskim Domu Kultury „Pod Baranami". Zanim tam trafiłem, byłem akrobatą sportowym. W1958 r. znalazłem się w kadrze narodowej. Tańcem zainteresowałem się dlatego, że podobała mi się dziewczyna, która była członkiem zespołu prowadzonego przez panią Bożenę Niżańską - w WDK w Rzeszowie. Jej mąż - Janusz Niżański - zaproponował mnie i Basi współpracę w Klubie Tańca Towarzyskiego. Tworzyliśmy parę, która występowała na turniejach tańca - ogólnopolskich, a później zagranicznych. W tym czasie poznałem profesora Wieczystego - był to zresztą jedyny wodzirej, z jakim zawarłem znajomość. Przygotowywał nas on do roli instruktorów tańca, zaś Czesław Sroka z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie szlifo-wał nasze umiejętności taneczne.
Taniec - to był mój świat. Nie miałem ani czasu ani ochoty by chodzić na bale i zabawy. Unikałem ich świadomie.
Zniechęcała mnie do tych imprez nadmierna i bezsensowna konsumpcja alkoholu, kompletny brak kul-tury tanecznej (dziś jest jeszcze gorzej), nieporadność ówczesnych kaowców. Była to postać z upodobaniem przedstawiana w filmie, np. ,,Rejs" Marka Piwowskiego, czy w piosenkach Wojciecha Młynarskiego. Był pokazywany jako zarhordysta, funkcjonariusz systemu - a nie jako działacz kulturalny. Jak już powiedziałem wodzirejem zostałem dla żartu.
Od dawna jest to zajęcie, któremu oddaję. się zupełnie serio. Wcześniej przemyślałem, kim po-winien być wodzirej. A więc tanecznym profesjonalistą, człowiekiem życzliwym wobec ludzi, skromnym, o dużej wrażliwości i wyobraźni, łatwo nawiązującym kontakty - odpowiedziałem sobie -bezwzględnie trzeźwym: ani kie-liszka alkoholu w czasie pracy! Bo to jest praca, a nie zabawa. Jeżeli wodzirej sam za dobrze się bawi -inni śmieją się z niego. To nie jest błazen wdzięczący się do publiczności. Niczego nie narzuca - proponuje, ale w taki sposób, by pod-dać nastrój uczestnikom balu. A kim jest znany „Wodzirej" Jerzego Stuhra ? Przede wszystkim nie jest profesjonalistą. Panoszy się, dyktuje zebranym to, co mają zrobić, popisuje się przed publicznością -jednym słowem - daje własny show. Jest karierowiczem, bo na-wet taniec wykorzystać można dla własnej kariery. Takie oto refleksje poprzedziły moje wejście do zawodu. Później kupiłem w Monachium frak i kazałem uszyć smoking. Wie pan, jak się mierzy w smokingu długość i wszycie rękawów? Podnoszę ręce tak, jak do tańca. Mankiet koszuli winien wtedy wystawać dokładnie pół centymetra.Lakierki wykonał na miarę warszawski szewc, szyj-jacy buty dla teatrów i zespołów artystycznych. Do tego śnieżnobiała koszula z zagiętymi rożkami i ręcznie wiązana muszka. W żadnym wypadku nie zawiązana raz na zawsze, jak węzeł krawata na gumce! W takim stroju wkraczam na salę . Nie zarządzam, nie dyktuję - ja tylko proponuję sugeruję. Staram się, by sala przyjęła obmyślony przeze mnie program. W czasie uroczystych tańców, np. poloneza (właściwie chodzonego, bo ten jest tańczony najczęściej), dwie pierwsze pary są wcześniej uprzedzone . Wstają i zaczynają prowadzić korowód. Zdarzają się przeszkody. W czasie pewnego wieczorku pewien nobliwy pan zakrzyknął, zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek. „Orkiestra, poloneza!" Wycofałem się z imprezy, nie biorąc honorarium. Taki przypadek był tylko jeden.
<< Jerzy Tychanicz - Powrót
|