Publikacje w prasie - Archiwum
Artykuł z ?ycia na gorąco" z dnia 27.03.2008 nr 13

Wybór materiałów i korekta - Jerzy Tychanicz
* * * * *
? E B Y T A N I E C B Y Ł C Z ę ? C I ? ? Y C I A
RZESZÓW. Otwarcie pierwszej Szkoły Tańca I Form Towarzyskich
Pierwsza w Rzeszowie Szkoła Tańca I Form Towarzyskich otwarta zostanie w najbliższą sobotę. Będzie to Jedyna profesjonalna placówka taneczna w mieście.
Bogata oferta programowa szkoły wypływa bezpośrednio z zainteresowali i oczekiwań, które narzuca rzeszowskie środowisko tancerzy i przyjaciół tańca. Dyrektorem szkoły jest Jerzy Tychanicz, znany w rzeszowskim środowisku tancerz i instruktor. Zdobywał on kwalifikacje w latach 60. na AWF w Warszawie u doc. Czesława Sroki. Otrzymanie tanecznej klasy A pozwoliło na wejście do kadry narodowej i udział w turniejach zagranicznych. Obecnie Jerzy Tychanicz jest dyplomowanym nauczycielem tańca towarzyskiego kat I.
Szkoła rozpocznie nabór, w poniedziałek, czyli bezpośrednio po uroczystym otwarciu. Placówka przewiduje kilka rodzajów działalności. W ramach zajęć światowego programu tanecznego odbywać się będzie nauka tańca od pierwszych kroków na parkiecie do uznanego według angielskiego stopnia najwyższego „fellow". Zajęcia obcjmuj.i od 16 do 20 godzin lekcyjnych w sześciu stopniach, co jednak będzie kształtowane już do indywidualnych potrzeb tancerza. Szkolenie w specjalnościach wolnych to propozycja dla miłośników tańca nowoczesnego oraz zwolenników aerobiku, callaneticsu, czy strechingu, w tym ćwiczenia z podstaw baletu.
Do profesjonalistów lub młodych tancerzy, chcących podnieść swoje kwalifikacje, skierowane będą, zajęcia klubu sportowego tańca turniejowego.
Ciekawie zapowiadają się nowe kursy i szkolenia z tańców narodowych w formie towarzyskiej, a także propozycja z jaką szkoła zamierza wyjść do emerytów i rencistów. ?rodowisko to jest najbardziej zaniedbane tanecznie, a jednocześnie posiada już pewne wypracowane przed laty umiejętności.
Dla dzieci szkoła proponuje nową formę szkolenia ustawicznego. Zajęcia dla najmłodszych będą trwały cały rok szkolny. Szkolenie ustawiczne pozwoli na ukierunkowanie talentu i przyszłej drogi w karierze tanecznej dziecka. Szkoła rekrutuje się ze znanych w Rzeszowie instruktorów i nauczycieli tańca, co wpłynie znacząco na poziom zajęć i bogatą ofertę. Popularyzacja tańca w środowisku młodzieży to również jedno ze statutowych założeń szkoły. Insluktorzy nie wykluczają zajęć z tańca dyskotekowego, czy rapu.
Moją ambicją jest stworzenie rzeszowianom takich warunków, by taniec mógł stać się dla nich pięknym hobby i częścią życia - mówi Tychanicz.
Mario Miłosz Czachara
Gazeta Wyb. X 1995r.
* * * * *
W tangu wychodzi prawdziwa natura człowieka. Mężczyzna staje się bardziej męski, kobieta – bardziej kobieca
Bo do tanga trzeba dojrzeć
Antoni Adamski
- Ten taniec jest obsceniczny! -burzyli się rzeszowscy notable ... czytaj w zakładce "Tango Argentino"
* * * * *
Dawnych balów czar
Rozmowa z JERZYM TYCHANICZEM, mistrzem, wodzirejem i nauczycielem tańca
- Zbliża się sylwester. Czy współczesne bale są podobne do tych sprzed lat?
- Teraz wszystko wygląda inaczej. Prawdziwy bal był spotkaniem ludzi z jednej sfery społecznej, którzy chcieli
bawić się przy dobrej muzyce. Na balu w stylu retro obowiązywał pewien kanon, którego złamanie było skandalem towarzyskim.
- Jakie obowiązywały zasady?
- Przede wszystkim odpowiedni ubiór. Mężczyzna nie mógł pojawić się w garniturze. Obowiązywał smoking albo frak. Kobiety musiały być w długich sukniach, do tego autentyczna biżuteria i modna fryzura. Niewybaczalne było upić się do nieprzytomności. Do tańca obowiązkowo grała orkiestra, big-band.
- Tak bawiły się wyższe sfery. A inni?
- Robotnicy, mieszkańcy wsi też się bawili, ale nie były to bale. Oni organizowali zabawy. Tak więc warstwy nie przenikały się. Każdy bawił się w swoim towarzystwie.
- Czy teraz można mówić o prawdziwych balach?
- Są próby reaktywowania takich balów, np. w środowiskach biznesowych czy politycznych. Jednak prawdziwe bale w stylu retro raczej już nie wrócą. Teraz rangę balów przejęły dyskoteki.
- A bale sylwestrowe?
- To są zabawy, nie bale. Są organizowane z pospolitego -ruszenia, każdy może się zapisać i pójść. W efekcie nie znamy osób, z którymi spędzimy ten wieczór. Dawniej wszyscy się znali, byli ze sobą w jakiś sposób powiązani.
- A co z wodzirejami? Nie są już tak popularni.
- To prawda. Dawniej bal nie mógł się odbyć bez wodzireja, to on był centralną postacią. Dyktował kolejność tańców, zachęcał do zabawy. Najpopularniejsze były polki galopki, kółeczka, koszyczki, korowody, węże i chusteczka haftowana.- Wodzirejowania trzeba się uczyć?
- Niekoniecznie. Trzeba mieć to coś w sobie. Animatorem imprezy może być każdy, kto ma fantazję, ciekawe pomysły i jest akceptowany przez towarzystwo.
- Czy potrafimy się bawić?
- Na pewno za mało tańczymy, a często w ogóle tego nie potrafimy robić. Są jednak środowiska, które potrafią pięknie się bawić. Tak naprawdę na takiej imprezie najważniejsza jest kultura. Wszyscy, którzy przyjdą na taką zabawę muszą czuć przyjemność z faktu przebywania ze sobą.
ANNA DEPA Nowiny XII 2004r.
* * * * *
Prywatna gazeta popołudniowa. Wydanie specjalne – Rzeszów i region. Nr. 46
Wtorek na środę 20 – 21 XI. 1990r.
S p o r t c z y z a b a w a?
Taniec towarzyski staje się coraz bardziej popularny. ?wiadczyła o tym wypełniona po brzegi hala sportowa rzeszowskiego Zelmeru, która w minioną sobotę była areną III Ogólnopolskiego Turnieju Tańca. Telewizyjna informacja, podana w tym samym dniu, o tym, że taniec towarzyski ubiega się o uznanie go za dyscyplinę olimpijską, wydała mi się tyleż zaskakująca co i frapująca.
Postanowiłem więc porozmawiać o tym z jurorem rzeszowskiego turnieju – inż. Jerzym Tychaniczem. Już w trakcie rozmowy dowiedziałem się, że mój rozmówca, oprócz tego, że jest świetnym tancerzem (jednym z uczniów nieżyjącego już Prof. Mariana Wieczystego), to w przeszłości był również sportowcem. Uprawiał w Stali Rzeszów akrobatykę sportową. W tej sytuacji jego kompetencje w sformułowanym na wstępie temacie wydają się być niepodważalne.
- Czy olimpijskie aspiracje tańca towarzyskiego uważa Pan za uzasadnione?
- Absolutnie tak, bo jest to specyficzna dyscyplina stykająca z sobą sport i kulturę ruchową. Przyjęcie tańca towarzyskiego do „rodziny olimpijskiej” oznacza zdecydowanie nobilitację, chociaż zawsze będę optował, aby był on bliżej kultury niż sportu.
- Czy uważa Pan wobec tego, że takie „dowartościowanie” jest w tym przypadku potrzebne?
- Jestem pasjonatem tańca od wielu już lat i muszę stwierdzić, że był on trochę kopciuszkiem w sferze kultury, bo w sporcie w ogóle nie był brany pod uwagę.
- Osiągnął Pan bardzo wysoki stopień wtajemniczenia w tej dziedzinie, czy może więc Pan powiedzieć, że był w niej zawodowcem?
- Gdy w latach 1959 – 1962 tańczyłem w Amatorskim Klubie Tańca przy WDK w Rzeszowie, a następnie przez trzy lata w KTT przy warszawskiej AWF, nie używało się nawet tego słowa. Jako tancerz turniejowy posiadałem najwyższą wówczas w kraju klasę „A” (mistrzowską międzynarodową „M” posiadał wówczas tylko Mistrz Artur Wieczysty). Transponując stopień własnego zaangażowania w tej dziedzinie do czasów współczesnych mogę chyba powiedzieć, że byłem zawodowcem.
- Czy w okresie, gdy równolegle uprawiał Pan taniec i akrobatykę pomagało to czy przeszkadzało?
- Dawało mi to ogromne korzyści, bowiem byłem dobrze przygotowany ruchowo i miałem w związku z tym w tej pierwszej dziedzinie pewien handicap.
- Pozostał Pan trenerem tańca a także sędzią. Jakie elementy ocenia Pan podczas turnieju najwyżej?
- Jest bardzo wiele kryteriów oceny, ale najważniejszą rzeczą jest u mnie muzykalność pary oraz geneza i przebieg ruchu … i przygotowania kondycyjnego.
- Jak Pan ocenia formę uczestników rzeszowskiego turnieju?
- Poziom był naprawdę wysoki. Jestem tym nawet trochę zaskoczony, bo spodziewałem się, że będzie on tylko trochę wyższy niż przyzwoity. Z przyjemnością odnotowałem bardzo duże postępy , jakie poczyniły na przestrzeni ostatniego roku pary rzeszowskie … Muszę równocześnie dodać, że i rzeszowską publiczność należy ocenić wysoko. Jest wyrobiona i wymagająca. Mam nadzieję, że pamiętająca jeszcze czasy, gdy nasze pary taneczne znajdowały się w krajowej czołówce.
Konrad Dyczewski
<< Powrót - Publikacje w prasie
|